Od ponad 30 lat na służbie. Strażacki Żuk z Rogienic odjedzie w stan spoczynku
Samochody z czasów PRL można częściej spotkać w muzeach niż na ulicy. Chyba, że pojedziemy do Rogienic, w gminie Włoszczowa. Tam w garażu ochotniczej straży pożarnej stoi Żuk. Ma ponad 30 lat, a na pokładzie armaturę wozu strażackiego: prądownice, kosz ssawny, nasadę hydrantową, a także węże. Kiedyś był wyposażony w sprzęt ratowniczy (bosak, topory, młoty) oraz medyczny. "Staruszek” pomieści kierowcę, dowódcę zastępu i trzech ratowników. Jednak najpierw służył drogowcom, a dopiero później trafił do druhów. Teraz znów zmieni właściciela, bo gmina chce pojazd wystawić na sprzedaż.
Skąd nazwa Żuk? Po pierwsze wóz był niewielki, ale pracowity i zwinny jak żuczek. Z drugiej strony nadające nadwoziu sztywności charakterystyczne poziome przetłoczenia często dodatkowo malowano i mogły się one kojarzyć z pasiastym chrząszczem. Żuk mozolnie wykonywał każdą pracę: na wsi zwoził z pola ziemniaki, w mieście rozwoził pieczywo. Tu i tam gasił pożary. „Badylarzom” pomagał sprzedawać to, co im wyrosło, a „prywaciarzom” to, co im tylko przyszło do głowy w czasach transformacji ustrojowej i handlu obwoźnego. Produkcję „króla targowisk” zakończono w 1998 roku. Z taśmy zeszło blisko 600 000 egzemplarzy. Jeden z ostatnich zakupił dawny Zespół Szkół Rolniczych przy ul. Koniecpolskiej we Włoszczowie (obecnie ZS nr 2). Tu woził administrację placówki.
Te pierwsze Żuki nazywano też „Smutkami”, a późniejsze „Naiwniakami”. Ze względu na „smutny wyraz maski” ? Niektórzy twierdzą, że być może jednak określenia te odnosiły się bardziej do właścicieli Żuków, gdyż na pewno nie były to auta bezawaryjne ani oszczędne.
Początkowo Żuk był produkowany jako pick-up, później wprowadzano inne wersje zabudowy - m.in. furgon, mikrobus, towos (towarowo-osobowy) oraz budowano samochody specjalne. Wprowadzono też wersję dla straży pożarnej i nawet dziś niejedna OSP trzyma Żuka nie dla ozdoby. W wersji dla strażaków Żuk zjechał z taśm montażowych w 1968 roku. Jak widać nie tak szybko wjechał do garaży OSP. Pierwsze takie auta najpierw popłynęły do Egiptu. Fabryka Samochodów Ciężarowych w Lublinie produkowała je od lat 60., początkowo wyłącznie na eksport. Na rynek krajowy trafiły dopiero po dekadzie. Na przykład pierwszym samochodem, jakim mogli wyjeżdżać do akcji strażacy w Czarncy był właśnie Żuk – przekazany w czerwcu 1971 roku przez straż zawodową z Włoszczowy. OSP w Czarncy posiadała wtedy również na wyposażeniu węże, motopompę oraz drabiny.
"Żuki cieszyły się dobrą opinią strażaków, głównie ze względu na małe gabaryty, zwrotność i wyposażenie" - czytamy w "Przeglądzie Pożarniczym". Wysłużone strażackie Żuki, choć jak niektórzy mówili, że palą jak smok, śmieją się, że "sto na sto" to kolekcjonerów zabytków to nie odstraszają. Są też firmy, zwłaszcza kamieniarskie i transportowe, które które wciąż sięgają po takie samochody z drugiej ręki. I choć ochotnicy z łezką w oku decydują się na sprzedaż Żuka, który stał się legendą polskiej motoryzacji, chętnie widzieliby w garażu nowoczesne wozy bojowe.
Iwona Boratyn, rzecznik prasowy UG Włoszczowa


Dodaj komentarz
- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!