Gminne Dożynki 2023. Brakuje nas do pieczenia chleba
Na rynku brakuje szewców, zegarmistrzów, piekarzy, krawców, czy ślusarzy, jednak uczniowie niechętnie wybierają szkoły, które uczą tych zawodów. Często wyboru takiej profesji odradzają im rodzice: - Nie chcę, aby moje dziecko tak ciężko pracowało - tłumaczą. Tym sposobem od pół roku piekarnia rzemieślnicza w Kurzelowie szuka pracownika. - Wakat trwa od czasu odejścia na emeryturę piekarza- mówi Jadwiga Olak, która z mężem Andrzejem prowadzi rodzinny interes.
Chleb zaczęto wypiekać prawdopodobnie 12 tysięcy lat temu. Dawniej stanowił on podstawę pożywienia, każda gospodyni potrafiła upiec chleb. W każdej chałupie znajdował się piec chlebowy. Dużą rolę w rozwoju zawodu piekarza spowodowało wprowadzenie mąki pszennej, dzięki czemu wypieki stały się bardziej zróżnicowane. Dzisiaj piekarze są poszukiwani na rynku pracy, ofert jest wiele.
Brak następców, brak chętnych do nauki jest największym problemem, jeśli chodzi o zawód piekarza i cukiernika. W kraju jest wiele inicjatyw, by te zawody nie zaginęły. Według szacunków w Polsce działa ok. 10 tys. zakładów. W gminie Włoszczowa jest ich kilka. Wszystkie to rodzinne firmy. Jedna z nich musiała zakończyć działalność, nie tylko dlatego, że jemy coraz mniej pieczywa. Rosną koszty pracy i produkcji. Wielu piekarzy nie wytrzymuje konkurencji .
Olakowie dzierżawią od 14 lat piekarnię w Kurzelowie od poprzednich właścicieli zakładu. Pan Andrzej zdobył kwalifikacje mistrzowskie w branży. Większość pracy wykonują sami. Zaczynają o godz. 15 popołudniu, kończą o 3 rano, żeby pieczywo trafiło do klientów. Wyroby można kupić w firmowym sklepie.
Choć w ostatnich latach bardzo popularne jest życie fit i coraz więcej osób rozpoczyna racjonalne odżywianie, nie da się ukryć, że mimo wszystko wielu z nas nadal niemal każdego dnia kupuje świeże pieczywo. Kanapki, dodatki do innych potraw, przekąski – można wykorzystywać je na wiele sposobów. Aby jednak taki produkt do nas trafił, piekarz musi go przygotować. Olakowie chleb wyrabiają ręcznie i pieką tradycyjnie na łopatach. Trzeba wiedzieć, że dzisiejszy wyrób pieczywa wykonywany jest za pomocą maszyn, które znacznie ułatwiają pracę osób na tym stanowisku i odciążają je. Z piekarni w Kurzelowie na nasze stoły trafia około 300 bochenków różnego gatunku chleba, do tego bułeczki tradycyjne i słodkie.
W piekarniczym fachu przydatne są z całą pewnością zdolności manualne – może nie do wypieku chleba, jednak zdarza się, że piekarze plotą warkocze, rogale i inne ciekawe wypieki, którym trzeba nadać oryginalny kształt.
Praca przy produkcji żywności wymaga również doskonałego wyczucia smaku i węchu – piekarz musi wiedzieć, że coś jest nie tak, nie może zastanawiać się, czego wypiekom brakuje. I co tu dużo mówić piekarz musi być silny i zdrowy!
Inflacja pożera rzemieślnicze piekarnie. Kilkusetprocentowe podwyżki cen energii, kilka razy większe koszty surowców, coraz wyższe koszty utrzymania pracownika i zatrważająco mniej klientów – to tylko część problemów, z którymi mierzą się piekarze.
Rodzinny biznes bazuje na tradycji. Tutaj chleb wypieka się tak samo jak 100 lat temu – w specjalnym piecu. Wyrabiane na podstawie starych receptur bochenki umieszczane są w nim pojedynczo, za pomocą łopaty. Staranność i pasja rzemieślników odwdzięczają się niepowtarzalnym smakiem pieczywa.
Siedzimy z panią Jadwigą w przydomowym tarasie. Wokół zieleń, zadbane rabaty, duży gołębnik (pan Andrzej jest pasjonatem tych ptaków), zagroda dla koni. – To nasz rodzinny azyl, gdzie możemy odpocząć po ciężkiej pracy - opowiada pani Jadwiga.
To były czasy, kiedy panowała zasada, że w domu nie może zabraknąć chleba i ziemniaków, a jedzenia się nie wyrzucało. Chleb był podstawą żywienia, podchodziło się do niego z szacunkiem. W domach odbywało się wspólne krojenie, nożem wycinało się na skórce znak krzyża. Teraz kupuje się chleby już pokrojone i – niestety – duża ich część z domowych gospodarstw trafia później do kosza.
- Cieszę się, że każdy może tu przyjść i kupić dobrej jakości pieczywo. Wiadomo jednak, każdy towar musi mieć swoją cenę. Nikt przecież nie wyjmie tych pieniędzy z kieszeni i nie dołoży, bo zwyczajnie ich nie ma. Choć u nas marża zawsze była minimalna- podkreśla pani Jadwiga.
Państwo Olakowie mają dwójkę dzieci. I w tym miejscu musimy zadać pytanie: Jaka przyszłość czeka rzemieślnicze piekarnie, które nie zdecydują się na niskie ceny i gorszy poziom? W rzeczywistości drożyzny wszyscy szukają przecież sposobu na oszczędności, a wysokiej jakości chleb wkrótce może się okazać dla wielu z nas nieosiągalnym przywilejem. Toteż co raz więcej gospodyń piecze chleb w zaciszu swoich kuchni.
Iwona Boratyn, rzecznik prasowy UG Włoszczowa


Dodaj komentarz
- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!