Już jutro w regionie obchody 83. rocznicy agresji ZSRR na Polskę oraz Dnia Sybiraka. Wspominamy włoszczowskich zesłańców
17 września 1939 roku Armia Czerwona bez wypowiedzenia wojny wkroczyła na teren II Rzeczpospolitej. Napaść na Polskę była częścią tajnego paktu Ribbentrop-Mołotow, który zawarły Niemcy i Rosja. W konsekwencji podpisanego 23 sierpnia 1939 r. paktu Ribbentrop–Mołotow, wybuchu II wojny światowej, wkroczenia 17 września 1939 r. Armii Czerwonej i układu o przyjaźni i granicach zawartego 28 września 1939 r. pomiędzy III Rzeszą a ZSRR tereny te zostały objęte okupacją sowiecką. Mimo że trwała ona zaledwie 21 miesięcy, do 22 czerwca 1941 r., zapisała się krwawo na kartach historii narodu polskiego.
10 lutego 1940 roku miała miejsce pierwsza deportacja Polaków z kresów wschodnich na Sybir. Wywózka dokonana przez służby sowieckie z ziem Rzeczpospolitej Polskiej, zajętych przez Sowietów we wrześniu 1939 roku, była pierwsza, ale nie ostatnia. Były cztery główne deportacje. Objęły one przede wszytki te osoby, które były częścią polskiej inteligencji kresów wschodnich. Według danych sowieckich deportowano około 320 tys. osób. Zdaniem badaczy tematu, ta liczba jest wyraźnie zaniżona. Mogło być nawet około 1 mln polskich obywateli wywiezionych do Kazachstanu, na tak zwaną nieludzką ziemię. W większości nie wrócili oni do Polski.
Tych, którzy przeszli przez piekło sowieckich łagrów jest już niewielu. Ocaleni w latach 90-tych XX wieku utworzyli we Włoszczowie Koło włoszczowskich Sybiraków. Byli to Stanisław Bawoł z Bebelna, Stanisław Dziubek z Konieczna, zaś z Włoszczowy Sylwia Branicka, Tadeusz Górzyński (rodzina Górzyńskich zamieszkała we Włoszczowie po 1946 roku), Stanisław Jamróz, Władysława Orlikowska i Halina Staroszczyk. Wepchnięci w bydlęce wagony i wywiezieni w tajgi Syberii lub do północnego Kazachstanu stracili rodziny, dzieciństwo, najlepsze lata swojego życia. Jedni wrócili do Polski dzięki armii Andersa (S.Bawoł, T.Górzyński, W. Orlikowska), inni wprost z łagrów. - "Nasze oczekiwanie na włoszczowskim dworcu przeciągało się kilka godzin. W końcu przyjechał po nas stryj i ciotka Wacława. I tak spotkałyśmy się z rodziną i rozpoczęłyśmy następny, wcale niełatwy etap życia. W drugiej połowie 1946 roku znalezienie mieszkania i pracy we Włoszczowie nie było sprawą prostą. Dzięki jednak pomocy stryja matka zaczęła pracować w Wydziale Drogowym Prezydium Powiatowej Rady Narodowej. UB nie dawało jej jednak spokoju i często wzywano ją na przesłuchania" - wspominała w 1995 roku na łamach "Głosu Włoszczowy" Sylwia Barańska. - "W szkole byłyśmy różnie traktowane. Nie brakowało złośliwości i niewybrednych dowcipów pod naszym adresem. Mówiąc językiem rodowitych włoszczowian byłyśmy ptakami, natomiast oni zaliczali się do krzaków, zasiedziałych od pokoleń" - podała. Została wywieziona do Kazachstanu w kwietniu 1940 roku.
Władysława Janina Orlikowska z domu Pałka jako szesnastoletnia dziewczyna została zesłana z matką i bratem na nieludzką ziemię, do Kazachstanu. Niepewność jutra, strach, ciężkie warunki życia, głód, choroby i tułaczka przez niemal pół świata - taka była codzienność zesłanych. Toteż w jej domu we Włoszczowie, w pokoju, nad komodą wisiał krzyż, który towarzyszył im przez okres całej tułaczki. Przed nim modliła się z rodziną o powrót do Polski. Obok znalazły się - fotografie z afrykańskiej ziemi, która dała schronienie tysiącom Polaków oczekującym na powrót do Ojczyzny. Wybuch wojny we wrześniu 1939 r. przerwał beztroskie dzieciństwo i rozdzielił na długie lata rodzinę. Ojciec Janiny razem ze swoim 53. Pułkiem Piechoty Strzelców Kresowych walczył w zgrupowaniu Armii Karpaty, a po zawieszeniu działań zbrojnych, razem ze współtowarzyszami broni przedostał się na Węgry, gdzie został rozbrojony i osadzony w obozie internowania. Przez cały okres wojny przeszedł kilka obozów. W Stryju, po krótkim pobycie Niemców, do miasta wkroczyli czerwonoarmiści. Rozpoczęła się sowiecka okupacja. Dla rodziny Janiny i wielu Polaków oznaczała przeprowadzki i ciągłe nękanie przez NKWD. Rosjanie zaczęli przejmować polskie mieszkania, robili ciągłe rewizje, w końcu w nocy, z piątku na sobotę, z 12 na 13 kwietnia 1940 r. wtargnęli do mieszkania z nakazem wysiedlenia w nieznane miejsce. Władysława Orlikowska opisała swoją tułaczkę we wspomnieniach "Z Polski do Polski", wydanych przez Drukarnię Kontur w 2018 roku. Były opisywane w naszym serwisie internetowym. Sięgał po nie tygodnik "Niedziela". W zaryglowanych, bydlęcych wagonach zrozpaczeni, niepewni swego losu Polacy zostali wywiezieni do Kazachstanu. W ciężkich warunkach, pilnowani na każdym kroku przez enkawudzistów, jechali przez Kijów, Saratów, Czkałow, Ufę, Czelebańsk, Trock. Ze statutem „spiecpieresiedlieńców” znaleźli się w końcu w Kumtiube. Ich los okazał się nieco lżejszy niż życie tych, którzy trafili w głąb Kazachstanu i na Syberię.
Stanisław Bawoł z Bebelna trafił do kopalni rudy Strojka w dniepropawłowskiej obłasti. - "Znalazłem się tam w gronie ok. 1500 kolegów. Mieszkaliśmy w trzypiętrowym budynku przypominającym koszary. Na sali, gdzie było nas dwudziestu, nie mieliśmy komina ani pieca, by się ogrzać lub wysuszyć ubranie. Pracowaliśmy na trzy zmiany. Do kopalni wożono nas drezyną, która podjeżdżała pod nasze trzy bloki. Kto nie chciał iść do pracy, był brutalnie wypędzany z sali i spychany ze stromych schodów. Ludzie zmuszani byli do każdego działania, bo nikt z nas nie miał po prostu siły do pracy. Brud, wszy, wycieńczenie głodem oraz ogólne otępienie nie odstępowały więźniów bitych i znieważanych na każdym kroku. Nie byłbym w stanie policzyć, ile razy dostałem kolbą karabinu" - wspominał również na łamach "Głosu Włoszczowy" w 1993 roku.
17 września - właśnie ten dzień ustanowiono dniem pamięci o losach tych, którzy musieli opuścić Ojczyznę i z dala od niej walczyć o zachowanie polskości. W myśl słów hymnu Sybiraków: „A myśmy szli niepokonani do niepodległej Polski”, chociaż wielu przypłaciło lata zesłania utartą zdrowia i tragicznymi wspomnieniami. Nie zapominajmy jednak, ze tysiące naszych rodaków pozostało na zawsze na „nieludzkiej ziemi”, ponosząc śmierć w wyniku tragicznych warunków bytowych, ciężkiej pracy, głodu i chorób. Włoszczowa czci pamięć Sybiraków przy okazji rocznic Katyńskich - im także poświęcona jest mogiła na cmentarzu parafialnym. Oficjalnie dzień 17 września został ustanowiony Dniem Sybiraka w 2013 roku dzięki uchwale Sejmu RP.
Zostaliśmy poproszeni o przekazanie informacji, że w piątek 16 września odbędą się rocznicowe obchody w Kielcach. Uroczystość rozpocznie się o godzinie 11.00 przed Pomnikiem Sybiraków na kieleckim Cmentarzu Starym, gdzie zebrani złożą kwiaty i znicze. Następnie uczestnicy przejdą przed Pomnik Katyński na Cmentarzu Partyzanckim w Kielcach.
Program uroczystości:
Godz. 11.00 – złożenie kwiatów i zniczy przed Pomnikiem Sybiraków na Cmentarzu Starym w Kielcach oraz przed Pomnikiem Katyńskim na Cmentarzu Partyzanckim w Kielcach
Godz. 17.30 – Msza Św. w Kościele Garnizonowym w intencji zamordowanych na Wschodzie
Organizatorami uroczystości są: Delegatura Instytutu Pamięci Narodowej w Kielcach, Wojewódzki Oddział Związku Sybiraków w Kielcach oraz Stowarzyszenie „Kielecka Rodzina Katyńska”.
Iwona Boratyn, rzecznik prasowy UG Włoszczowa


Dodaj komentarz
- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!