159 rocznica wybuchu powstania styczniowego
Napoleon Zygmunt Rzewuski - autor obozowych wspomnień z lat roku 1863 i 1864", jednen z najmłodszych dowódców powstania styczniowego, który pochodził z ziemi włoszczowskiej, przez cztery miesiące nie dał się osaczyć ścigającym go Moskalom. W pierwszą rocznicę powstania tak ich postraszył, że wytoczyli armaty na rynek w Kielcach. - Jako jeden z ostatnich zaprzestał walki - napisała w rocznicę narodowego zrywu "Gazeta Wyborcza". Zygmunt Napoleon Rzewuski herbu Krzywda dowodził w powstaniu styczniowym oddziałem, który liczył około 120 osób - składał się z pięciu plutonów krakusów i jednego plutonu kozaków. Powstańcy walczyli pod Mieronicami. Napoleon bił się też pod Nieznanowicami. Pochodził z Kozłowa.
Jak już pisaliśmy w ubiegłym roku Adam Malicki wraz z Anną Błachucką opracowali wspomnienia powstańca styczniowego - Napoleona Krzywdy Rzewuskiego. Zostały uzupełnione o opracowanie biograficzno-genealogiczne ciekawszych postaci tej gałęzi rodu Rzewuskich oraz o korespondencję rodziny. Powstańcze wspomnienia wydała Drukarnia Kontur - "Całość imponuje zakresem i wnikliwością kwerendy przeprowadzonej zarówno w archiwach państwowych, jak i prywatnych. Zdjęć, skanów dokumentów, grafik i map jest w książce blisko dwieście, z czego większość dotychczas była niepublikowana! Część epistolograficzna z pewnością zachwyci tych czytelników, którzy cenią piękno i elegancję stylu dawnych listów. Wszystkie części książki (ikonograficzna, wspomnieniowa, biograficzna i epistolograficzna) tworzą razem wspaniały obraz epoki, zwłaszcza tej części ziemiaństwa, która w okresie po powstaniu styczniowym próbowała się odnaleźć i niejako zdefiniować od nowa swoją społeczną rolę. Bonusem dla czytelników zainteresowanych Włoszczową i okolicami będą, z pewnością, te fragmenty powstańczych wspomnień, w których pojawiają się nazwy lokalnych miejscowości. Warto również wspomnieć o mało znanym fakcie, że rodzina Rzewuskich związała swe losy także z Włoszczową, a Mateusz Michał Rzewuski dzierżawił włoszczowskie dobra zanim te przeszły w ręce Niemojewskich. Więcej, oczywiście, znajdziecie Państwo w książce, która ukaże się pod koniec września. Za ilustrację wpisu i zapowiedzi wydawniczej niech posłużą projekty okładek” - napisał regionalista Michał Staniaszek, właściciel Drukarni Kontur.
159 lat temu, 22 stycznia 1863 roku rozpoczęło się Powstanie Styczniowe. Bezpośrednią jego przyczyną był pobór do rosyjskiego wojska przeprowadzony niespodziewanie w Królestwie Polskim w połowie stycznia. Powstanie Styczniowe było największym polskim zrywem niepodległościowym w XIX wieku. Złożyło się na nie około 1200 bitew i potyczek. W trwających do jesieni 1864 roku walkach wzięło udział ponad 200 tysięcy powstańców. Strzelby i kosy przeciwko armatom i karabinom. Rosyjska przewaga militarna, publiczne egzekucje, brak zainteresowania powstaniem przez dużą część chłopstwa przyczyniły się do upadku powstania. Polaków dotknęły liczne represje m.in. konfiskata majątków szlacheckich, wysokie kontrybucje, a przede wszystkim aktywna rusyfikacja.
Fragment z umieszczonych w książce wspomnień Napoleona Zygmunta Rzewuskiego.
Jest to opis ucieczki Edwarda Anderliniego, pseudonim Morok z… włoszczowskiego więzienia. Anderlini w czasie powstania styczniowego, w kwietniu 1864 r. objął dowództwo nad odziałem Napoleona Zygmunta Rzewuskiego, kiedy ten udał się na urlop do Krakowa. Pod dowództwem Anderliniego odział powstańców stoczył swe ostatnie walki. Oddział został rozbity (prawdopodobnie pod Bebelnem 8 kwietnia 1864), a Anderlini otoczony przez kozaków i wzięty do niewoli. Tak opisuje to wydarzenie Rzewuski:
"Przyprowadzono go do Włoszczowy, gdzie osadzono w więzieniu. Nie przyznawał się naturalnie, iż jest Morokiem. W celu wydobycia z niego tego wyznania zaraz na wstępie śledztwa wsypano mu sto kozackich knutów, a gdy to nie odniosło pożądanego skutku, zawieszono śledztwo w zamiarze przewiezienia go do Kielc i oddania do godnych rąk oprawcy-renegata, majora Bentkowskiego, z obietnicą porcji stu batów dziennie, dopóki się nie przyzna. Od tej jednak ostatniej, a w następstwie i szubienicy, uwolnili go zacni okoliczni włościanie, ułatwiając mu ucieczkę. Potrafiwszy skomunikować się z nim w więzieniu, umówili dzień ucieczki. Był to dzień jarmarkowy, w którym miasteczko roiło się masą okolicznego lulu. Wydostawszy się cudownym sposobem o szarej godzinie z więzienia Morok wpadł do sieni jakiegoś domku w bocznej uliczce, gdzie na niego dwóch włościan oczekiwało, ogolił przygotowaną na ten cel brzytwą, na sucho i po ciemku ogromne wąsiska i brodę, i przebrany w chłopską białą sukmankę, dosiadłszy dostarczonej mu chudej szkapy, wyjechał z miasta. Udając pijanego przejechał rogatkę, gdzie stojący na warcie kozak na pożegnanie złajawszy go porządnie w niedobieranych wyrazach po swojemu za tak późny powrót z jarmarku i do tego w stania nietrzeźwym, przylepił mu kilka odlewanych batów. Po dwóch tygodniach ukrywając się po lasach, dostał się nareszcie, idąc ciągle pieszo, do Krakowa, skąd przybył do Szwajcarii".
Iwona Boratyn, rzecznik prasowy UG Włoszczowa


Dodaj komentarz
- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!