Krwawa sobota w Kurzelowie. 79 rocznica pacyfikacji osady
Piątek, 1 września 1939 był upalny, rankiem ludzie stali w ogrodach i spoglądali na niebo. Mówiono: wojna. Wieść o wybuchu wojny docierała do kurzelowian różnymi kanałami. Jedni usłyszeli o tym z radia. Dla innych sygnałem były odgłosy bombardowań. W osadzie tego dnia zginął jeden z mieszkańców - rolnik jadący furmanką z błyszczącym pługiem, jedne prace w polu się kończyły, inne zaczynały. Niemieckie samoloty zrzuciły kilka bomb na obrzeżach wsi. Mieszkańcy zasłonili okna i paskami papieru okleili szyby. Wielu z nich uciekło z osady w kierunku wschodnim. Na terenach południowych toczyły się zacięte potyczki VII Częstochowskiej Dywizji Piechoty i Krakowskiej Brygady Kawalerii z XV Korpusem Lekkim gen. Hermana Hotha. Po rozbiciu polskich oddziałów pod Bożykową Niemcy wkroczyli do Kurzelowa w poniedziałek 4 września. Następnego dnia rozstrzelali 6 uchodźców – cywilów spod Częstochowy i trzech żołnierzy polskich. W Dankowie Dużym spali część zabudowań położonych po prawej stronie drogi.
W końcu października został zlikwidowany powiat włoszczowski, a jego obszar włączony do powiatu jędrzejowskiego. Polska administracja został usunięta i obsadzona przez Niemców lub volksdeutschów. Komenda Rejonowa Policji mieściła się w Częstochowie. Zamiejscowe placówki „sipo” /gestapo i „kripo” w Jędrzejowie. Podlegały im posterunki żandarmerii w Jędrzejowie i Włoszczowie i powstały później w Szczekocinach. Kiedy rosła w siłę polska partyzantka na początku czerwca 1943 roku posterunków przybywało. Niemcy lokowali tam kompanie XXII pułku policji SS, około 230 ludzi. W Kurzelowie było 31- SS-manów.
Tereny pod okupacją niemiecką były ogarnięte terrorem, aresztowaniami, wywózkami do więzienia w Kielcach i obozów koncentracyjnych czy na roboty do Rzeszy, okupant nakładał wysokie kontyngenty. Życie toczyło się w ciągłym strachu i zagrożeniu .
Latem 1942 roku kurzelowskich Żydów ( według spisu z 1938 roku było ich 132) i tych sprowadzonych z okolicy wywieziono do getta we Włoszczowie. 18 września 1942 roku włoszczowskie gett zostało zlikwidowane. Żydów wywieziono najpierw do obozu selekcyjnego w Skarżysku, a potem do obozu zagłady w Treblince.
W 1942 roku Niemcy rozpoczęli grabież dzwonów kościelnych. Proboszcz Kurzelowa, podobnie jak proboszczowie innych parafii, został zobowiązany do dostarczenia dzwonów do Jędrzejowa. Dzwony zostały zdjęte, ale nie trafiły do punktu zbiórki. W ich uratowaniu pomogli leśnicy. Leśniczy Mieczysław Szczucki i gajowi: Antoni Kochanowski ,Michał Urusiński, Ignacy Mazurek i mieszkaniec Dankowa Małego Józef Kozieł ukryli dzwony w lesie między Dankowem Dużym a Międzylesiem. Wróciły po wojnie do Kurzelowa. Niemcom trzeba było jednak coś z dzwonnicy przekazać do Jędrzejowa. Pojechały tam małe dzwonki. Przekupiony sekretarz zbiórki (pochodził z poznańskiego) wydał kwity na odebranie dzwonów.
W kurzelowskich lasach rósł ruch oporu, już od listopada 1939 roku. Powstały oddziały Związku Walki Zbrojnej. W szeregach organizacji walczyli głównie byli żołnierze. W lutym 1942 roku ZWZ został przekształcony w Armię Krajową. Podziemna armia przyjmowała cywili. Pierwszy oddział zorganizował w kurzelowskich lasach por. Marcin – leśnik, inż. Mieczysław Tarchalski. Oddział miał broń od Hubalczyków. Żołnierze Marcina przeszkadzali Niemcom w ściąganiu kontyngentów. 6 sierpnia 1943 roku zniszczyli dokumenty kontyngentu w gminie Kluczewsko.14 sierpnia tego roku zatrzymali w okolicach Kurzelowa transport zboża konwojowany przez Niemców. Do jeszcze bardziej brawurowej akcji doszło 23 sierpnia - w pobliżu Żelisławic partyzanci zatrzymali pociąg ze zbożem. Zboże rozsypali na torach, a Niemcom skonfiskowali mundury i bieliznę.
W listopadzie 1943 roku oddział ”Marcina” liczył 250 żołnierzy, powiększył się o grupę z Narodowej Organizacji Wojskowej i Batalionów Chłopskich. Tak wzmocniony oddział, już po pacyfikacji Kurzelowa, pokonał wojska Wehrmachtu 28 listopada 1943 roku pod Bichniowem. Lokal kancelaryjny obwodu znajdował się w budynku leśnictwa w Kurzelowie ,później został przeniesiony do Włoszczowy. Leśnicy pełnili ważne funkcje w podziemnej armii. Mieczysław Szczucki ps. Hubert, wspomniany już leśnicy z Kurzelowa był w oddziale szefem referatu IV – kwatermistrzowskiego. Równocześnie pełnił funkcję szefa placówki nr 3 ( od lutego – października 1943 r.) aż do śmierci. Huberta jadącego na rowerze, pod Dankowem Dużym celowo najechali samochodem żandarmi niemieccy. Ciężko ranny zmarł w szpitalu we Włoszczowie.
Najgorsze miało dopiero nadejść. 27 listopada 1943 roku, w sobotę przed I niedzielą adwentu, wczesnym rankiem do Kurzelowa przyjechało gestapo z Jędrzejowa. Niemcy otoczyli osadę. Penetrowali domy. Zabierali ludzi według przygotowanej listy i wyprowadzali ich z domów na oczach rodzin. Lista wskazywała, że niemiecki konfident, mocno wszedł w struktury podziemia i znał osoby pomagające partyzantom. Niektórzy historycy śmiało wysuwają tezę, że zdrajca wręcz przyjaźnił się z ofiarami.
Na liście znalazło się nazwiska 24 mieszkańców Kurzelowa. Zgromadzono ich w sklepie- jatce, który znajdował się w rynku osady ( też w tym miejscu stoi pomnik ks. Jana Brożka).Pozorowano przesłuchanie, bo przecież wyroki śmierci zostały już wydane. Na schodach własnego domu zastrzelono Franciszka Czaińskiego – właściciela sklepu 17 -letniego Tadeusza Szczuckiego syna „Huberta” Niemcy skatowali, a później zastrzelili przed budynkiem leśnictwa, na rogatce po przeciwnej stronie sklepu. Z pozostałych 22 zatrzymanych czterech wzięto jako zakładników ( Antoniego Celebańskiego, Stanisława Gieronia, Adama Stępniewicza i Feliksa Gradońskiego), resztę (18) skazano na śmierć na miejscu. Ustawiono ich czwórkami i pod eskortą esesmanów zaprowadzono ich na miejsce kaźni. Ich nazwiska przez pokolenia przekazują sobie mieszkańcy Kurzelowa i składają im hołd każdego listopada w rocznicę śmierci.
Niemcy ustawili broń maszynową na drodze. Egzekucja miała miejsce przy górze piasku, przy drodze do Maluszyna. Egzekutorzy strzelali w tył głowy. Każdy ze skazanych miał wyloty od pięciu do dziesięciu kul.Zakładników wywieziono w kierunku Włoszczowy.
Żaden z mieszkańców nie był świadkiem egzekucji. Dopiero, gdy Niemcy odjechali,l udzie przyszli na miejsce stracenia bliskich. Rozstrzeliwanych opatrywała żona nadleśniczego Jadwiga Gumińska. Podarła prześcieradła na bandaże, okręcała głowy i szyje pomordowanych. Wiemy, że kobieta o nazwisku Drzewiecka zdążyła zrobić kilka zdjęć. Zabitych pochowano w wykopanych grobach. Razem z nimi spoczął wcześniej zastrzelony Tadeusz Szczucki.
Następnego dnia ludność witała adwent w kościele płaczem. 4 grudnia wpisano 12 straconych do raptularza zgonów jako „zastrzelonych”, siedmiu następnych zostało dopisanych dopiero na początku 1944 roku.
Zakładników wywieziono do obozu w Oświęcimiu. Po zakończeniu II wojny światowej Rosjanie urządzili w tym miejscu postój dla krów. Bydło - jak wojenny łup, pędzili aż z Niemiec. W 1946 roku huragan zniszczył wiele drzew w kurzelowskich lasach. Tamtejsze Nadleśnictwo przekazało drewno na ogrodzenie miejsca zagłady. Mieszkańcy wykonali wysoki krzyż z napisem: Tyś Panie, przeciął dni życia mojego, niech będzie wola Twoja". 15 listopada 1993 roku, w 50. rocznicę tragedii, staraniem mieszkańców powstała zbiorowa mogiła. Mały cmentarz został odnowiony w ostatnich latach.
W pamięci kurzelowian, zwłaszcza rodzin pomordowanych tamte dni do dziś nazywane są "krwawą sobotą". Pacyfikację upamiętnia wiersz Piotra Piecha „Stracenie”. Na kilku konfidentach armia podziemna wykonała wyrok.
Z okazji 79. rocznicy pacyfikacji Kurzelowa będzie wielka rekonstrukcja tego krwawego wydarzenia w wykonaniu Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznych Jodła z Występ oraz samych mieszkańców (godzina 12.45).
Na uroczystość patriotyczną w ostatnią niedzielę listopada zapraszają: parafia, wiceprzewodniczący Rady Miejskiej, sołtys i rada sołecka oraz miejscowa szkoła.
Uroczystość patriotyczną rozpocznie msza święta w intencji ofiar i ich rodzin, odprawiona w miejscowym kościele parafialnym o godzinie 11.
Po nabożeństwie uczestnicy przejdą na pobliski mały cmentarz, gdzie złożą kwiaty na grobie pomordowanych mieszkańców.
Wydarzenie objął patronatem burmistrz Włoszczowy Grzegorz Dziubek.
Iwona Boratyn, rzecznik prasowy UG Włoszczowa


Dodaj komentarz
- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!