80 lat temu wybuchło powstanie w warszawskim getcie
Było największym zbrojnym zrywem Żydów podczas II wojny światowej, a zarazem pierwszym powstaniem miejskim w okupowanej Europie. 19 kwietnia 1943 roku warszawscy Żydzi podjęli nierówną walkę zbrojną z Niemcami. Nie mogli mieć nadziei na zwycięstwo, jednak nie chcieli ginąć biernie. Wobec masowej zagłady wybierali śmierć z bronią w ręku.
W utworzonym w 1940 roku getcie warszawskim Niemcy zamknęli ponad 400 tys. Żydów; dziesiątki tysięcy z nich zmarły z chorób i głodu. 22 lipca 1942 roku Niemcy rozpoczęli deportację więźniów getta do obozu zagłady w Treblince. Zginęło tam niemal 300 tys. warszawskich Żydów. Jesienią 1942 roku w tzw. getcie szczątkowym pozostało już tylko kilkadziesiąt tysięcy Żydów. Byli to głównie ludzie młodzi i w sile wieku, bez rodzin, zatrudnieni w niemieckich warsztatach produkcyjnych, tzw. szopach. W tych warunkach, gdy nie pozostawało już nic do stracenia, wśród żydowskiej młodzieży narodziła się myśl o zbrojnym oporze.
28 lipca 1942 roku, działacze lewicowych syjonistycznych ruchów młodzieżowych powołali Żydowską Organizację Bojową. Później dołączyli do niej komuniści i socjaliści. Na czele ŻOB stanął Mordechaj Anielewicz z Ha-Szomer ha-Cair, a do najbardziej znanych przywódców należeli Icchak Cukierman z Droru i Marek Edelman z socjalistycznej partii Bund. Drugą organizacją konspiracyjną w getcie warszawskim był powstały na przełomie 1942 i 1943 roku w środowisku prawicowych syjonistów Żydowski Związek Wojskowy, kierowany przez Leona Rodala i Pawła Frenkla.
Kiedy 18 stycznia 1943 roku Niemcy rozpoczęli kolejną akcję wysiedleńczą, napotkali na spontaniczny zbrojny opór bojowców ŻOB.
Gdy 19 kwietnia 1943 roku, w przeddzień święta Pesach, niemieckie oddziały wspierane przez czołgi i wozy pancerne ponownie weszły do getta, by je ostatecznie zlikwidować, do walki z nimi stanęło około 300-500 członków ŻOB podzielonych na 22 grupy bojowe pod zwierzchnim dowództwem Anielewicza oraz około 250 bojowców ŻZW, a także luźne uzbrojone grupy, nienależące do głównych organizacji konspiracyjnych. Po stronie niemieckiej codziennie w akcji bojowej uczestniczyło ponad tysiąc żołnierzy Waffen-SS i policjantów.
Ostatnie dni powstania Cywia Lubetkin wspominała tak:
"Ostatkiem sił Żydzi szukali ratunku, poruszając się między gruzami i płomieniami. Ogień wyganiał ich z kryjówek i podziemnych bunkrów. Wielu spaliło się żywcem lub udusiło od dymu. Inni: mężczyźni, kobiety i dzieci wychodzili z resztkami jedzenia z bunkrów. Matki trzymały na rękach niemowlęta, większe dzieci wlokły się za rodzicami, ze smutkiem i rozpaczą w oczach. Wszyscy poruszali się, szukając ratunku za każdym stojącym jeszcze murem, stertą gruzu niepochłoniętą przez ogień. Kto może opisać rozmiar tej rozpaczy i ten strach błądzących wśród płomieni Żydów. Getto płonęło. Dniami i nocami ogień pożerał budynki. Dom za domem, ulica za ulicą.
3 maja 1961 roku jako świadek na procesie Adolfa Eichmana, głównego koordynatora i wykonawcy planu "ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej", w Jerozolimie zeznała:
"To było bardzo dziwne, że niektórzy żydowscy chłopcy i dziewczęta widząc wielkiego wroga z całym jego uzbrojeniem byli jednak radośni i weseli. Dlaczego? Wiedzieliśmy, że nasz koniec już nadszedł. Wiedzieliśmy już wcześniej, że nas pokonają ale wiedzieliśmy też, że oni zapłacą wysoką cenę za nasze życie. Rzeczywiście tak się stało. To trudne do opisania i znajdzie się pewnie wielu, którzy nie uwierzą w to, ale kiedy podeszli blisko, znaleźli się u stóp naszej mocno obsadzonej placówki i minęli nas w szyku i kiedy my wtedy rzuciliśmy bomby i granaty ręczne i kiedy zobaczyliśmy niemiecką krew przelewającą się po ulicach Warszawy po tym, jak tak wiele żydowskiej krwi i łez wcześniej popłynęło ulicami Warszawy, poczuliśmy w sobie wielką radość i już nie było ważne, co się stanie następnego dnia. Była wśród nas wielka radość, wśród żydowskich bojowników. Nagle stał się cud, oto wielcy niemieccy "bohaterowie" wycofali się w ogromnej panice w obliczu żydowskich granatów i bomb. Godzinę później zauważyliśmy, jak niemiecki oficer zachęcał żołnierzy do wyjścia do walki i przyniesienia rannych. Nikt z nich się nie ruszył i zostawili swoich rannych, którym później my odebraliśmy broń.[...] Mieliśmy wielu towarzyszy po stronie aryjskiej i Icchak Cukierman był wśród nich. Ich głównym zajęciem w pierwszych dniach były dodatkowe dostawy broni i rzeczywiście po wielu staraniach udało się to osiągnąć".
Marcin Dziedzic ze strony Teraz43.pl połączył zdjęcia z powstania w getcie warszawskim z dzisiejszą stolicą. Miejsca, które dzisiaj tętnią życiem i optymizmem, wtedy zbierały się do heroicznej walki. Ten wspaniały album pokazuje, jak bardzo te dwa światy różnią się od siebie. Zobacz galerię.
Iwona Boratyn, rzecznik prasowy UG Włoszczowa


- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!