160 rocznica Powstania Styczniowego. Z teki artystów
Wśród powstańców styczniowych – czy to walczących z bronią w ręku, czy to zaangażowanych w konspirację – znaleźć można także artystów. Ich losy, choć bardzo różne, miały wpływ na ich późniejszą twórczość i życie. W zrywie brało udział na pewno około czterdziestu artystów (tylu udało się zidentyfikować), przede wszystkim malarzy – lub przyszłych malarzy.
Warto przypomnieć Edwarda Jürgensa – powstańca, więzionego w Cytadeli Warszawskiej, gdzie zmarł w 2 sierpnia 1863 r.; Adama Chmielowskiego, późniejszego świętego brata Alberta, który w wyniku ran odniesionych podczas walk stracił nogę; Ludomira Benedyktowicza, który udział w powstaniu przypłacił utratą obydwu dłoni, śmiercią ojca, konfiskatą majątku rodziców i więzieniem w Cytadeli Warszawskiej; Alfreda Izydora Römera – osadzonego w twierdzy Dyneburskiej; zesłańca Kazimierza Alchimowicza, Maksymiliana Gierymskiego, zmarłego w 1874 r. w wieku 28 lat w następstwie gruźlicy, której nabawił się w powstaniu. Dziesięcioletnie zesłanie, utratę praw i majątku przeżył też powstaniec listopadowy i styczniowy Antoni Maksymilian Oborski.
Utrata obu rąk, przekreślająca karierę leśnika czy wymarzoną profesję malarza, początkowo załamała wspomnianego Benedyktowicza. Odzyskał jednak nadzieję, gdy udało się wykonać według jego projektu rodzaj metalowej obręczy zakładanej na przedramię, do której przymocowany był zacisk umożliwiający posługiwanie się pędzlem czy ołówkiem. Zyskał tak wysoką sprawność, że podjął studia malarskie najpierw w Warszawie, a następnie w Monachium, gdzie także przyjaźnił się z malarzami-powstańcami, Gierymskim i Chmielowskim. Rok 1863 pojawiał się w jego twórczości w realistycznym ujęciu, jak na obrazie "Nad mogiłą powstańca" (ok. 1874).
Przykuwa też historia Aleksandra Sochaczewskiego (właściwie Lejba Sondera, polskiego malarza żydowskiego pochodzenia). Studiował malarstwo w Warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych. Nie mógł wziąć udział w powstaniu styczniowym, ponieważ został aresztowany już w 1862 roku (jako podejrzany o działalność niepodległościową) i uwięziony w warszawskiej Cytadeli. Po wybuchu powstania skazano go na karę śmierci, ale ostatecznie wyrok zmieniono na 20 lat katorgi na Syberii. Sochaczewski przez lata pracował w warzelniach soli pod Irkuckiem, później skorzystał z amnestii, która zamieniła pozostałe lata katorżniczej pracy na zesłanie. Po powrocie malował przede wszystkim dzieła ukazujące syberyjską katorgę, także na podstawie szkiców przywiezionych z zesłania. Pozostawił po sobie ponad 100 prac, w tym najbardziej znane płótno "Pożegnanie Europy" (1890-1894).
Najmłodszym uczestnikiem powstania styczniowego w grupie artystów był Stanisław Witkiewicz – już jako dwunastolatek pełnił rolę kuriera i zaopatrzeniowca oddziałów partyzanckich. Powstanie wspierali jego rodzice i dwoje starszego rodzeństwa. Po upadku powstania rodzina spędziła kilka lat na zesłaniu w Tomsku, a po ułaskawieniu ojciec Witkiewicza, Ignacy, zmarł w drodze powrotnej do ojczyzny.
Wielkim patriotą i powstańcem walczącym w oddziale Ludwika Narbutta był pół Polak, pół Włoch Michał Elwiro Andriolli – późniejszy znakomity ilustrator (m.in. pierwszego ilustrowanego wydania Pana Tadeusza i Konrada Wallenroda Adama Mickiewicza czy Lilli Wendy Juliusza Słowackiego) oraz twórca stylu świdermajer, więziony w Petersburgu i zesłany na ok. pięć lat do środkowej Rosji.
Do 12 lutego będą prezentowane rysunki, grafiki i akwarele artystów, którzy brali udział w powstaniu na wystawie Narodowego Centrum Kultury w galerii Kordegarda upamiętniającej 160. rocznicę wybuchu powstania.
Styczniowy zryw wspierali także artyści niebiorący bezpośredniego udziału w walce. Jednym z nich był Artur Grottger, którego rysunkowe cykle przedstawiające powstanie "Pożegnanie" i "Powitanie" rysunki z serii "Lithuania") – o wielkiej sile oddziaływania, powielane w niezliczonych reprodukcjach i obecne w każdym niemal polskim domu – zdominowały nasze myślenie o powstaniu styczniowym, w niezwykle sugestywny sposób narzuciły jego wizję i na zawsze zapadły w świadomość Polaków. Podobno malarz chciał się zaciągnąć, ale przyjaciele przekonali go, że będzie bardziej przydatny w służbie ojczyzny jako artysta. Co więcej, rysunki z cyklu "Warszawa I" Grottger tworzył w Wiedniu, na podstawie wieści nadchodzących z ziem polskich. Może właśnie dlatego mógł wykreować taki obraz powstania, który odnajdujemy na jego kartonach i płótnach: wyidealizowany, wzniosły, heroiczny, patetyczny. Chmielowski doświadczony życiem obozowym i odartą z patosu walką, malował powstanie w zupełnie odmienny sposób – może nie tak porywający jak u Grottgera, ale prawdziwie.
Iwona Boratyn,rzecznik prasowy UG Włoszczowa


Dodaj komentarz
- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!